Skocz do zawartości


Zdjęcie

Leczenie raka w Niemczech dla obywateli polskich


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
27 odpowiedzi w tym temacie

#1 monachijka

monachijka

    Advanced Member

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 320 postów

Napisano 12 03 2013 - 16:18

Witam Forumowiczow, postanowilam w naszej rozpaczy poszukac odpowiedzi na pytanie dotyczace leczenie raka w Niemczech przez polskich obywateli. Sytuacja ma sie tak, ze moja mama ma raka i od pazdziernika zeszlego roku w jej leczeniu w Polsce nie wydarzylo sie nic, oprocz trzech pobytow w szpitalu, gdzie pobrali krew, przeprowadzili badanie TURBT, na podstawie ktorego stwierdzono, ze guz to pT1G1, po nim podano kilka kroplowek i odeslano do domu, gdzie mama miala jesc duzo bialka, zeby miec sily i przetrwac wstepnie 6-8h operacje. Po dwoch tygodniach od pobytu w szpitalu, podano nam wynik badania histopatologicznego jak wspomnialam wyzej i okazalo sie, ze operacja ma byc jeszcze bardziej skomlikowana jak we wczesniejszym zalozeniu-chca mamie usunac pecherz moczowy,macice,jajniki,skrocic kanaliki nerkowe, wyciac kawalek jelita do stomii, skrocic kanaliki nerkowe i mimo tego,ze powiedzieli dokladnie miesiac temu,ze jeszcze miesiac a moga byc tez nerki do usuniecia, nie dzieje sie nic. W tej chwili od dwoch tygodni juz radza jak na ta juz tym razem 13-godzinna operacje zebrac tych wszystkich niezbednych podczas niej lekarzy i tak tydzien za tygodniem mija, zero leczenia a ja sie boje,ze w koncu jak sie zbiora w sobie i operacja sie odbedzie( a propos to nie jest dla nich rutynowa operacja,bo rutynowa trwa od 6-8h, dlatego tez mysle, moze sie tez boja i obawiaja...)to ze bedzie na wszystko za pozno. Rece mi opadaja na to wszystko, bo w sieci wyczytalam ze np.w Niemczech guzy typu G2 i G3 choc rzadziej probuja usuwac innymi sposobami, a tu jedyna opcje jaka nam daja to dac sie rozpruc, wyciac wiekszosc organow i jeszcze na to masz czekac pol roku...Dlatego chcialabym sie dowiedziec,czy jest na forum ktos kogo bliska osoba lub on sam przeszedl cos takiego i jak wygladaja szanse na leczenie w takim przypadku np. w Niemczech. Na wszystkie wizyty w Polsce musiala mama chodzic prywatnie, za wszystko placic a to co robiono w zakresie ubezpieczenia to zawracanie gitary moim zdaniem, granie na czas,zeby jak przyjdzie co do czego fundusze na wlasciwe leczenie byly juz wyczerpane. Jestem wsciekla i rozgoryczona, ze w XXI wieku mamy taka wizje szansy na powrot do zdrowia. Na to zeby sie cos wydarzylo czekamy od pazdziernika zeszlego roku, nie bylo ani chemioterapii, ani radioterapii( niektorzy mowia,ze moze to i lepiej), oprocz pobrania probki do badania histopatol. pod narkoza nie stalo sie nic, co dzialaloby w kierunku leczenia mamy, ona ma siedziec w domu i zbierac sily na operacje, ktora kto wie kiedy i czy w ogole sie odbedzie, bo jak jest przyslowiowy dr. Antek to dr. Franek nie ma czasu. Blagam poradzcie cos, bo ten caly system to najlepiej w rakiete i bilet w jedna strone, razem z tymi co go tworza. Dziekuje za wszelkie informacje.
  • 0

#2 ElsaRuda

ElsaRuda

    Advanced Member

  • Zbanowani
  • PipPipPip
  • 7325 postów

Napisano 12 03 2013 - 16:28

Nie mam dla Ciebie rady,przykro mi.Podniosę tylko temat.

#3 monachijka

monachijka

    Advanced Member

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 320 postów

Napisano 12 03 2013 - 16:43

Elsa dziekuje Ci bardzo.Pozdrawiam
  • 0

#4 Edytaa

Edytaa

    Advanced Member

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 184 postów

Napisano 12 03 2013 - 16:43

przykro mi, ale jedyne co wiem w tej kwestii to, ze NFZ moze pokryc czesc/calosc kosztow. pozdrawiam i zycze mamie szybkiego powrotu do zdrowia.
  • 0

#5 monachijka

monachijka

    Advanced Member

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 320 postów

Napisano 12 03 2013 - 16:52

Edytaa tata dzwonil do NFZ i powiedzieli mu, ze nie pokrywaja kosztow leczenia zagranica, bo to nie jest nagly przypadek, w razie naglego wypadku,zawalu etc. to maja obowiazek, ale jesli jest to schorzenie takie jak rak to podobno nie musza i nie ma takiej opcji. Na starszym forum w sieci czytalam, ze przepisy unijne w tej sprawie to reguluja i ze kazdy obywatel Unii Europejskiej ma prawo wybrac miejsce w ktorym chce zawalczyc o zycie (bo przeciez o to tu chodzi, ze daja mamie kilka miesiecy zycia bez operacji, moze sie operacja nie udac lub dojdzie do skutku i bedzie kaleka, ktora straci ochote do zycia)-wiec to podlega pod opcje walka o zycie, bo nie robiac nic moze je stracic...Dziekuje za zyczenia, mam nadzieje, ze uda nam sie ten problem rozwiazac.Pozdrawiam
  • 0

#6 ElsaRuda

ElsaRuda

    Advanced Member

  • Zbanowani
  • PipPipPip
  • 7325 postów

Napisano 12 03 2013 - 17:01

monachijka-masz rację,leczyć można sie tam,gdzie sie chce.Problem jest w tym,że koszty leczenia należy pokrywać samemu.I tu jest pies pogrzebany. O polskich szpitalach lepiej nic nie pisz,nie ma funduszów...ale na nowe kościoły są. Ale poczekaj,są tu na forum lepiej orientujący się w tej kwestii...

#7 monachijka

monachijka

    Advanced Member

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 320 postów

Napisano 12 03 2013 - 17:23

Niestety ta dziewczyn, ktora opisywala sytuacje jej chorego na raka ojca zamknela temat a pisala, ze wlasnie ubezpieczyciel ma obowiazek do zwrotu kosztow leczenia do kwoty jaka ponioslby w przypadku wykonania np.operacji radykalnej usuniecia pecherza i organow pobocznych wykonane w Polsce a to juz cos,gdzie potrzebne jest cale zaplecze chirurgow na sali i to cale tamtam. Niestety, ze to post stary, ani zapytac nie mozna o jaki artykul ustawy chodzi a wszelkie szukanie w sieci nic nie pomoglo,dlatego na to licze, ze znajdzie sie ktos, kto moze cos poradzic lub wie wiecej:D Dziekuje!!!
  • 0

#8 Doswiadczona

Doswiadczona

    Advanced Member

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 319 postów

Napisano 12 03 2013 - 17:33

Ja mam też w rodzinie osobę, której chciałam pomóc. Była operowana w D. w Polsce dom poszedł pod hipotekę tak olbrzymie były to koszty. I też nic nie pomogło. Leży po chemi, i innych terapiach. Jak jest za pózno to i niemieccy lekarze nic nie zrobią. Ta osoba też jest mi bardzo bliska i współczuję Tobie serdecznie bo wiem co to znaczy.
  • 0

#9 monachijka

monachijka

    Advanced Member

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 320 postów

Napisano 12 03 2013 - 17:58

Doswiadczona niestety i tonacy brzytwy sie chwyta niestety, ja sie boje, ze czekajac i nie robiac nic, moze sie to skonczyc tragicznie. Najbardziej mnie zlosci to, ze napisza ci na swistku "w trybie pilnym" a policz sobie ile od pazdziernika zeszlego roku minelo czasu i nie wydarzylo sie nic. Zycie ludzkie powinno byc najwyzszym priorytetem a tam gdzie wplacasz cale zycie skladki wypinaja na ciebie tylek, to akt rozpaczy szukac gdzie indziej, ale powiedz sama co nam pozostaje? Mamy czekac, az ten gad rozejdzie sie po calym organizmie, na szczescie jest to G1 czyli ten rodzaj, ktory ma najmniejsza tendencje do dawania przerzutow,ten najmniej inwazyjny, ale Mama trzyma diete zasadowa,zero slodyczy i minimalna ilosc weglowodanow, bo tym swinstwem karmi sie raczek,bierze jakies suplementy, bo jakos chcemy to czekanie przetrwac, zeby sie to nie rozlazlo po calym organizmie. A wiesz co dostala na sniadanko w szpitalu serek truskawkowy z masa cukru i do tego chlebek z dzemem i slodzona kawe zbozowa-na onkologii...To temat rzeka, jeszcze sie taki nie trafil, ktory by mial na raka lekarstwo dajace 100% pewnosc ze sie wyleczysz. Znalazlam jednego lekarza w Niemczech, ktory za tydzien terapii kasuje 2.500euro, obstawia sie batalia adwokatow i zeruje na ludzkiej krzywdzie i dobrze, ze jest taki internet choc trzeba czytac miedzy wierszami, bo ma tak silne plecy, ze jak sie negatywnie na temat jego metod czy efektow leczenia wypowiesz, to zaraz straszy milionowymi karami...Zycie ludzkie nie ma ceny, ale masz racje nie mozna dac zrobic z siebie idioty i napychac jakiemus nawiedzonemu kieszeni, zeby mial na tych adwokatow, co cie pozniej karami straszy. Smutne co piszesz, wiec jestem myslami z Toba! Dziekuje
  • 0

#10 ElsaRuda

ElsaRuda

    Advanced Member

  • Zbanowani
  • PipPipPip
  • 7325 postów

Napisano 12 03 2013 - 19:03

monachijka-a może jakaś fundacja by pomogła?Gdzie Mama mieszka?...bo mam trochę znajomości w Polsce,może akurat?

#11 pomysł na nick

pomysł na nick

    Advanced Member

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 6846 postów

Napisano 12 03 2013 - 19:34

jedynie wyjscie choc tez pewnie nie dokonca bo doplacic cos bedzie trzeba ,to przeprowadzic sie do Niemiec i przenies ubezpieczenie polskie tu ,dostalaby niemiecka karte ale za leczenie placi Polska ,jezeli jest emerytka ,rencistka
  • 0

#12 monachijka

monachijka

    Advanced Member

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 320 postów

Napisano 12 03 2013 - 19:55

Elsa napisalam do Ciebie na PW:D Pomysl na nicka Mama nie jest ani rencistka ani emerytka-ma 53 lata. Jak dzwonilismy do NFZ to powiedzieli (czy raczej podpowiedzieli), bo to kpina z czlowieka, jak ma pare miesiecy do zycia a oni mowia, ze musi miec albo glowe pod pacha po wypadku albo miec zawal, zeby oni za to zaplacili. W kazdym razie pani z NFZ powiedziala, ze zaplaca jakby cos naglego sie stalo, ze silny bol i trafi do szpitala etc. ale ogolnie nie pokrywaja kosztow leczenia tego typu zagranica, jedynie w przypadku jak w Polsce nie ma szans na leczenie/wyleczenie a zagranica jest taka mozliwosc, to wtedy sie sklada wniosek-haha...na haslo: skladanie wnioskow to juz mi sie wlos jezy. Dziekuje wszystkim za komentarze i slowa otuchy-pozdrawiam serdecznie i trzymajcie kciuki, zeby zdarzyl sie jakis cud;P
  • 0

#13 andr-opole

andr-opole

    Advanced Member

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 17583 postów

Napisano 12 03 2013 - 21:02

Tutaj tez sie w szpitalach cuda nie zdarzaja. Zona Gorbaczowa tez specjalnie do niemiec przyjechala na zabiegi z cala swita i nie przezyla.
  • 0

#14 pomysł na nick

pomysł na nick

    Advanced Member

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 6846 postów

Napisano 12 03 2013 - 21:17

mojemu dziadkowi raka wykryli przypadkiem w Polsce bo zasłabł za kierownica ,lekarz kazal jak najszybciej do Niemiec jechac bo lepsza technika ,Niemcy zaczeli go leczyc na Tuberkuloze , zmarł na raka
  • 0

#15 pomysł na nick

pomysł na nick

    Advanced Member

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 6846 postów

Napisano 12 03 2013 - 21:19

ale byli tak mili ze helikopterem na sama smierc przewiezli go do szpitala blizej miejsca zamieszkania babci ,ze wzgledu na jej stan zdrowia zeby mogla sie pozegnac bo jechac daleko nie mogla ,przewidzieli smierc do godziny
  • 0

#16 monachijka

monachijka

    Advanced Member

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 320 postów

Napisano 12 03 2013 - 22:16

Wiem to wszystko prawda co piszecie, ale jak tutaj na forach niemieckich czytam, ze z guzem pT1G1 robia wlewki i ratuja pecherz a tu chca pol organow wyciac i tylko na checiach sie konczy, bo albo jeden anestezjolog brakuje albo dwoch chirurgow ginekologow akurat nie moze, to powiedzcie na co czekac? Na pewno na to o czym czytam na wielu polskich forach rozcieli-zeszyli, bo przerzuty byly juz wszedzie i rozkladali rece. Od pazdziernika zeszlego roku ma wpis " w trybie pilnym" i wiecie co z tego wynika? Wielki guzik z petelka...Najpierw mieli usuwac guza metoda TURB, pozniej miala byc operacja 6-8h radykalnego usuniecia pecherza moczowego, miesiac pozniej uslyszala, ze czeka ja operacja 13-godzinna, gdzie rozetna ja od mostka w dol i w poprzek dol, wytna macice,jajniki,pecherz moczowy, wytna kawalek jelita z ktorego beda robic jakies przedluzenie, co bedzie wszczepione w dziure w brzuchu obok pepka, skroca kanaliki nerkowe, tam tez cos z jelita dorobia, to wszystko jeszcze musi byc przyjete przez organizm a nie odrzucone i jak to przezyje, bo gwarancji nikt nie da to miesiac potem z zyciorysu i jak dobrze pojdzie zyjesz z workiem i dziura w brzuchu, na to wszystko chemia,zeby resztki gada dobic. Ja nawet nie chce myslec jak sie czuje czlowiek, ktoremu mowi sie cos takiego-to jest tragedia sama w sobie a jak dorzucic do tego ten czas, ktory uplynal, w ktorym nie wydarzylo sie nic oprocz prywatnych wizyt mamy u lekarzy na badaniach kontrolnych, zeby sie upewnic, ze nie jest jeszcze gorzej, lub ze sa inne przerzuty...to co Wy byscie na naszym miejscu robili-nie liczac opcji "zacznij kopac dziure szary czlowieczku"?
  • 0

#17 pomysł na nick

pomysł na nick

    Advanced Member

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 6846 postów

Napisano 12 03 2013 - 22:35

tak to jest w Polsce ,masakra wczoraj bylam w szoku jak przeczytalam to i zobaczylam ta biedna kobiete Trzy dni czekać na szpitalnym stołku na przyjęcie? Tak miał poradzić lekarz kobiecie, która trafiła do szpitala na Woli. Ostatecznie chora na korytarzu spędziła 13 godzin, a przedstawiciele placówki stwierdzili, że zrobili wszystko, by jej pomóc. Całej sytuacji przyjrzał się Rafał Stangreciak, reporter programu "Blisko ludzi" TTV. Pacjentka miała dostać informację, że czas oczekiwania na krzesełku może przedłużyć się do 3 dni. - Spojrzałam na lekarza, myślałam, że żartuje, ale nie żartował. Miałam z jednej strony kawałek muru, oparłam się - mówi pacjentka. Oczekiwanie na jakąkolwiek informację ciągnęło się w nieskończoność. Według relacji wnuczka pani Ewy, kobieta nie mogła nawet iść do domu po ubranie, czy koc. - Została poinformowana, że moment, w którym opuści szpital, będzie oznaczał rezygnację z chęci korzystania z usług placówki – twierdzi Marcin Szewczyk, wnuczek Ewy Flatau. – Babcia została potraktowana jak przedmiot, jak śmieć – dodaje. Kobieta twierdzi, że była głodna, ale gdy poprosiła o coś do jedzenia, nic nie dostała. Ukojenie przyszło dopiero o północy, po 13 godzinach siedzenia na krześle. - Na nocną zmianę zjawiła się litościwa pielęgniarka, która powiedziała, że mogę się położyć na łóżku – relacjonuje Ewa Flatau.
  • 0

#18 andr-opole

andr-opole

    Advanced Member

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 17583 postów

Napisano 12 03 2013 - 23:56

Trzeba jednak wiedziec, ze ta wzorowa opieka i nieinwazywne zabiegi, to nie dla zwyklych smiertelników. Tutaj lekarze bardzo chetnie kroja i wycinaja, bo to szebki pieniarz i (dla lekarza) bez ryzyka. Ja tez juz raz bylem w szpitanianej izbie przyjec ponad 12 godzin, po czym zostalem oeslany do domu, bo nie bylo dla mnie miejsca mimo pisemnego skierowania lekarza-fachowca. A otem juz bylo za pózno. W zasadzie najchetniej kaleczy sie tutaj ludzie, którzy nie potrafia sie bronic, to jest inwalidów na socjalu i cudzoziemców. Ponadto wiekszosc szpitali jest zakazaona MRSA, tak ze wiekszosc zgodnów po operacjach nie jest uzasadniona neudanym zabiegiem, lecz komplikacjami zwiazanym ze skarzeiem MRSA.
  • 0

#19 sun

sun

    Advanced Member

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 9003 postów

Napisano 12 03 2013 - 23:58

Off topic: a do tego moge wam nazwac grupe polskich nacjonalistek, które polska sluzbe zdrowia i wszystkie jej osiagniecia, tak ogromne, ze az zagraniczni lekarze podobno na nauke i wszelkie specjalizacje do Polski przyjezdzaja... ZENADA.
  • 0

#20 andr-opole

andr-opole

    Advanced Member

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 17583 postów

Napisano 13 03 2013 - 00:09

Tez takich znam. Ale znam wielu nazbyt lekarzy, którzy najchetniej operuja portfele pacjentów i buzedy ubezpieczalni. Mój ojciec mial juz dluzszy czas problemy z krazeniem. Znani lekarze twierdzili jednoglosnie, ze potrzebuje bypass-OP. Jedynie jedna moja znajoma (mloda lekarka-kardiolag w Belgii) powiedziala, ze wystarczy rozrusznik. No dobra... Profesorowie i dokrorzy uzasadnilie i przekonali... Kasa chorych zaplacila, razem z rehabiitacja ponad 1,5 mln Euro, z tego ponad 200.000 zarobil lekarz-operator. Problem, ze tez go zakazili MRSA, na co o malo nie umarl. Najgorsze, ze nic mu sie nie polepszylo. Potem powiedzieli, ze trzeba zmienic zastawki... Moja znajoma kardiolog z Belgii mówil raz jeszcze, ze mu wystarczy rozrusznik... Konfrontujemy tych lekarzy z jej wywododami i powiedzieli, ze moze faktycznie nie trzeba, ale czemu nie wtawic mu nowych zastawek "profilaktycznie" - jakby co, a rozrusznik mozna mu albo przy okazli lub w terminie pózniejszym wstawic...
  • 0




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych użytkowników